“Złap mnie, jeśli potrafisz”, czyli warszawski spleen

Wiem, że nad spotami reklamowymi znęcać się zbyt łatwo, a na rozpisywanie się nad tymi promującymi miasta/państwa/regiony nie warto nawet zdzierać sobie klawiatury. Jednak najnowszy filmik promujący EURO 2012 wyznacza nowe standardy nudziarstwa i żenady.

Fabuła spotu z opisu youtube:

Warszawski poranek. Z hotelu na poranny jogging wychodzi obcokrajowiec. Gdy zastanawia się, w którym kierunku się udać widzi uśmiech mijającej go w biegu blondynki. Dziewczyna ogląda się, a on już wie, w którą stronę za chwilę pobiegnie. W ten sposób rozpoczyna się spot promujący Warszawę jako miasto aktywne, dynamiczne – miasto, w którym można się zakochać. Swobodny, poranny bieg wkrótce przeradza się w wyścig z elementami parkour – widowiskowego poruszania się w przestrzeni miasta. Śledząc pogoń widzimy bohaterów odwiedzających najbardziej atrakcyjne i widowiskowe miejsca stolicy. Bohaterowie poruszają się prawami filmowej logiki, a pogoń jest pretekstem do pokazania głównego bohatera spotu jakim jest Warszawa z jej różnorodną – sportową i kulturalną ofertą, ze Stadionem Narodowym i miejscami związanymi z Fryderykiem Chopinem na czele.

Producentem spotu jest firma TPS, Telewizyjne Profesjonalne Studio Sp. z o.o., wyłoniona w ramach przetargu przeprowadzonego w oparciu o cenę i rozrysowany na sceny scenariusz. Reżyserem jest Mariusz Palej, twórca filmów reklamowych i wideoklipów muzycznych.

Hmm… a ja widzę to raczej tak: Trzyminutową kompromitację rozpoczyna oczywiście widok na jedyny most w stolicy (Most Świętokrzyski) o świcie. Migawki kilku innych warszawskich budynków i krajobrazów tylko po to, żeby poznać główną bohaterkę spotu — krasnolicą, blondwłosą joggerkę w polskich barwach narodowych. Biegnie tak sobie przez miasto syrenki (czyżby symboliczna identyfikacja) i jest pozdrawiana przez miejscowych restauratorów, którzy są na pewno przygotowani na przyjęcie gości/kibiców. Przebiegając obok hotelu, zarzuca falującymi blond włosami i “kusi” pana obcokrajowca swoimi słowiańskimi wdziękami. Ten następnie rzuca się za nią w pogoń. Wygląda to bardziej jak pogoń gwałciciela za ofiarą, niż flirt. Nieudolne są również efekty specjalne — coś pomiędzy filmem akcji klasy F a reklamą dezodorantu.

Dziewczyna zawsze pokazana w slow motion, a jak! Każdy może podziwiać jej wdzięki! Gwałciciel goni ją w stylu parkour, “przypadkiem” odwiedzając najważniejsze miejsca stolicy. Falliczne budynki strzelają w niebo, dzieci na stadionie, wesołe stado kibiców gratuluje gwałcicielowi wytrwałości, mała przerwa na Chopina, znów dzieci, Żydzi wychodzą z synagogi (= tolerancja), i w finale stadion i uśmiech! Jednak obcokrajowiec śpieszy się na ważne spotkanie i musi odpuścić niedoścignionej Polce. Cóż za zdziwienie, kiedy jego partnerem biznesowym okazuje się być jego poranna niedoszła ofiara. Warszawa: miasto spotkań, doznań, miłości, Chopina i biznesu!

Wszystko skrojone na miarę widza płci męskiej, czyli zamierzonego odbiorcy spotu o bieganinie po boisku za niemałe pieniądze. Z perspektywy męskiego-heteryckiego-oka dziewczyna zawsze będzie “prowokować”, “uwodzić”. Każdy jej uśmiech jest zachętą, każdy falujący włos (jak z reklamy szamponu) zaproszeniem, a im szybciej biegnie, tym bardziej chce być goniona. Jest wszystko czego kibicom potrzeba: dynamiczna akcja, ostra muzyka, piękna Polka, efekty (niezaspecjalne), Chopin!, lot nad Wisłą…ufff…

Motyw flirtu w tego typu spotach promocyjnych jest powszechny, o ile nie obowiązkowy (pisałam o tym tutaj). Chyba jednak żaden kraj nie zdecydował się dotychczas na motyw gwałtu! Polska innowacyjność i pomysłowość daje o sobie znać…

Komu brakuje 160 milionów kobiet?

Na łamach Krytyki Politycznej Tomasz Piątek rozprawia się z “tradycyjnym seksizmem”. Mało ironiczny felietonista pisze:

Radio Tok FM alarmuje: w Trzecim Świecie brakuje 160 mln kobiet. Rodzi się za dużo chłopców, a za mało dziewczynek. Powodem jest tradycyjny seksizm: rodzice chcą mieć synów, a nie córki.

Jak powszechnie wiadomo tzw. “Trzeci Świat” jak zwykle pozostaje w tyle, więc nawet seksizm jest tam rzekomo bardziej tradycyjny. Ta pierwotna odmiana seksizmu oczywiście ma się przekładać na wzory re-produkcji. Ciakawe jest też użycie wyrażenia “brakuje 160 mln kobiet”. Komu brakuje tych kobiet? Naukowcom, meżczyznom, społeczeństwu, ONZ? No komu?

Według naukowców stosunek ilościowy niemowląt płci męskiej do niemowląt płci żeńskiej powinien wynosić jakieś 105 do 100. Tymczasem w Indiach rodzi się 112 chłopców na 100 dziewczynek. W Chinach – nawet 130 na 100.

A jednak, naukowcy! Zacni demografowie w służbie biopolityki nie doliczyli się aż 160 mln żeńskich podmiotów, które przecież powinny tam być dla ogólnej równowagi ekologicznej. Jak to zwykle bywa w przypadku ekologicznych katastrof, największy problem ze zrównoważonym rozwojem mają Indie i Chiny.

W ten sposób powstaje błędne koło, samonakręcająca się spirala seksizmu. Tradycyjny seksizm powoduje, że rodzi się coraz więcej mężczyzn. Ci mężczyźni nie będą mogli znaleźć sobie kobiet, będą coraz bardziej sfrustrowani i zapewne w większości wypadków – bardziej seksistowscy. Przecież nie tylko w naszej kulturze frustracja samotnego mężczyzny wyładowuje się w seksizmie (baby to kurwy, bo mnie nie chcą – miałem takiego znajomego, który mówił: baby to kurwy, bo mnie nie chcą, pięknego huzara). Ci coraz bardziej seksistowscy mężczyźni będą stanowić coraz większą część swoich społeczeństw, które w efekcie będą coraz bardziej seksistowskie.

Niezawodna logika Piątka wykazuje, że spirala seksizmu (ciekawe czy nawiązanie do jednej z metod antykoncepcyjnych jest świadome) jest jak najbardziej transkulturowa! Biedni sfrustrowani mężczyźni, w wyniku jakiegoś błędu w uniwersalnej antropologicznej regule wymiany kobiet nie otrzymają należnej części przydziału w “mięsie”. Nie dla każdego starczy, więc ci sfrustrowani będą zasilać szeregi globalnego frontu seksistów. Swoją drogą, oryginalne odwrócenie popularnej zaczepki w stronę feministek: “Chłopa im trzeba!”. Najwyraźniej według Piątka seksistom “baby trzeba”.

Radio Tok FM ostrzega, że taka wielka masa sfrustrowanych kawalerów może być niebezpieczna. I rzeczywiście, coś w tym jest. Masami sfrustrowanych młodych mężczyzn zarządza się zazwyczaj poprzez wojny i zamachy stanu.

Chłopcy się nudzą, więc z tego wszystkiego zrobią wojnę. Jak wszyscy wiedzą wojny biorą się z nudów i braku kobiet, których zwykła obecność łagodzi obyczaje. Gdy tych kobiet nagle brakuje, bum! Wojna światowa!

Otóż to: jatka. Pamięć o II wojnie światowej jest jeszcze w miarę żywa (chociaż wśród dwudziestolatków panuje już na ten temat radosna niewiedza). Pamięć o I wojnie światowej całkowicie już zblakła. Zapominamy, jaka to była bezsensowna rzeźnia. A działa się tak naprawdę tylko w Europie. Była to rzeźnia w skali europejskiej. Teraz pomnóżmy to o miliardy Chińczyków, Hindusów i Wietnamczyków razem wziętych. Pomnóżmy to o potencjał Chin i Indii – ogromnych i szybko rozwijających się gospodarek. Pomnóżmy to o potencjał, jaki te gospodarki będą miały za dwadzieścia lat. Wyobraźmy sobie te potęgi militarne, które nagle ruszają przeciwko sobie, pchając na siebie miliardowe niemal masy uzbrojonych mężczyzn. No i do tego broń jądrowa… Jednym słowem, wyobraźmy sobie wojnę chińsko-indyjską.

Próbuję, bardzo próbuję sobie wyobrazić, ale jakoś tego nie widzę. Oczywiście miernikiem wszelakiego rodzaju tragedii jest dla Piątka wojna europejska, a nie na przykład konkwista, kolonialne wojny, czy choćby bardziej konkretnie, podbój Indii przez imperium brytyjskie.

Czy autor zdaje sobie sprawę jak erotycznie napakował ten pragraf? “Potencjał ogromnych gospodarek”, “potęgi militarne”, “pchają na siebie masy mężczyzn”, “broń jądrowa”… Tomaszu… no, no, no…

Całkiem poważnie, autor nie wpadł na pomysł, że być może jego skrupulatna analiza jest heteroseksitwoska i seksitowska (sic!) do szpiku kości! Przypadkiem chyba wyszedł mu z tego erotyczny obraz wojny między rozjuszonymi samcami z nadmiarem zakumulowanej energii seksualnej. Jednak możliwość tego, że nie wszyscy mężczyźni pragną kobiet, że niektórzy mężczyźni pożądają innych mężczyzn nie przemknął nawet przez myśl bystrego pisarza. Zapewne próbowałby to wyjaśnić “trzecioświatowością” Indii i Chin… Współczesny orientalizm, którego przykładem może być omawiany felieton, przypisuje często wolność, równość i tolerancję światowi nr 1, a zacofanie, brutalny (tradycyjny) seksizm, czy prymitywną homofobię wszystkim “innym” światom i zaświatom.

Autor nie poddaje się do końca:

Jedyna nadzieja w pestycydach. Moja Hania mówi mi, że środowisko jest totalnie zatrute pestycydami, a w organizmach poddanych pestycydowemu bombardowaniu pojawia się nadmiar estrogenu. Estrogen podobno wywołuje zachowania tradycyjnie uznawane za kobiece. Być może więc miliardy sfrustrowanych młodych mężczyzn, zgrzytając zębami, zaczną robić na drutach?

Na sam koniec argument a’la Maciej Giertych: wg Giertycha estrogen z tabletek antykoncepcyjnych, który wraz z moczem trafia do kanalizacji, a potem do wód śródlądowych ma powodować feminizację samców ryb, oraz co gorsza homo sapiens! Ryzyko zapewne wzrasta po spożyciu zniewieściałych ryb. Pełna treść tego pasjonującego traktatu pseudo-naukowego tutaj, od strony 20.

Ten wątek wpisuje się już w klasyczny orientalizm w rozumieniu Edwarda Saida: niebezpieczni “Inni” muszą zostać sfeminizowani!  Od razu są mniej straszni, szczególnie jeśli wyobrazimy ich sobie robiących swetry na drutach, zamiast produkujących bomby jądrowe. Ten rodzaj orientalizmu ma długą historię, zwłaszcza jeśli chodzi o Azję. Dowiadujemy się również, że autor posiada Hanię — stajemy się tym samym świadkami niezamierzonego heretyckiego coming outu.

A tymczasem, można było potraktować sprawę bardziej poważnie i nie strzelać sobie w stopę tą imperialną retoryką udającą lewicowość. Problem femicide, czyli zabójstw kobiet ze względu na ich płeć, jest na tyle poważny, że zasługuje na porządną analizę, która nie popada w straszenie wojną chińsko-indyjską.

Tymczasem, kobiety zupełnie zniknęły z pola widzenia Piątka, tak samo jak zniknęły z demograficznych statystyk. Ich brak jest zauważalny tylko o tyle, o ile brakuje ich mężczyznom. To jest dopiero seksizm!