Q? zine | Issue 1.1 | November 2011

A new issue of an absolutely amazing queer zine is out!

 

 

The whole idea of creating this zine is sparked as a process of becoming.  Of becoming what? We do not seek to limit the “what”. It all depends on you. Becoming means transformation: conforming and opposing it, running away and staying right here, constantly questioning the self and being ok with it, constructing identity and deconstructing it playfully. We invite you to open yourself to new possibilities and interpretations, and to have a doubt that can eventually be liberating. But the idea of becoming is also much broader. We want to start thinking of becoming with. Becoming as creating alliances and crushing privileges. It cannot exist without tackling the problems of racism, classism, sexism and a couple of other ‘–isms’ that form a web of power relations existent in our everyday lives.

The zine is titled “Q?”, because we would like to open a discussion of what it means to be queer, to queer something and what are the consequences of these actions. The Q word has become so fashionable recently that we aspire to create an alternative to the western monopolization of this word and elitist/academic interpretation of it.

For an online version go to: issue1-1-web

A printable version is available here.

For more info go to http://rqac.wordpress.com/. You can also find the previous issue there.

If you’re interested in submitting articles, comic stories, artworks, photographs, poems, fiction stories, commentaries, etc., write to fork@riseup.net!

Advertisements

Komu brakuje 160 milionów kobiet?

Na łamach Krytyki Politycznej Tomasz Piątek rozprawia się z “tradycyjnym seksizmem”. Mało ironiczny felietonista pisze:

Radio Tok FM alarmuje: w Trzecim Świecie brakuje 160 mln kobiet. Rodzi się za dużo chłopców, a za mało dziewczynek. Powodem jest tradycyjny seksizm: rodzice chcą mieć synów, a nie córki.

Jak powszechnie wiadomo tzw. “Trzeci Świat” jak zwykle pozostaje w tyle, więc nawet seksizm jest tam rzekomo bardziej tradycyjny. Ta pierwotna odmiana seksizmu oczywiście ma się przekładać na wzory re-produkcji. Ciakawe jest też użycie wyrażenia “brakuje 160 mln kobiet”. Komu brakuje tych kobiet? Naukowcom, meżczyznom, społeczeństwu, ONZ? No komu?

Według naukowców stosunek ilościowy niemowląt płci męskiej do niemowląt płci żeńskiej powinien wynosić jakieś 105 do 100. Tymczasem w Indiach rodzi się 112 chłopców na 100 dziewczynek. W Chinach – nawet 130 na 100.

A jednak, naukowcy! Zacni demografowie w służbie biopolityki nie doliczyli się aż 160 mln żeńskich podmiotów, które przecież powinny tam być dla ogólnej równowagi ekologicznej. Jak to zwykle bywa w przypadku ekologicznych katastrof, największy problem ze zrównoważonym rozwojem mają Indie i Chiny.

W ten sposób powstaje błędne koło, samonakręcająca się spirala seksizmu. Tradycyjny seksizm powoduje, że rodzi się coraz więcej mężczyzn. Ci mężczyźni nie będą mogli znaleźć sobie kobiet, będą coraz bardziej sfrustrowani i zapewne w większości wypadków – bardziej seksistowscy. Przecież nie tylko w naszej kulturze frustracja samotnego mężczyzny wyładowuje się w seksizmie (baby to kurwy, bo mnie nie chcą – miałem takiego znajomego, który mówił: baby to kurwy, bo mnie nie chcą, pięknego huzara). Ci coraz bardziej seksistowscy mężczyźni będą stanowić coraz większą część swoich społeczeństw, które w efekcie będą coraz bardziej seksistowskie.

Niezawodna logika Piątka wykazuje, że spirala seksizmu (ciekawe czy nawiązanie do jednej z metod antykoncepcyjnych jest świadome) jest jak najbardziej transkulturowa! Biedni sfrustrowani mężczyźni, w wyniku jakiegoś błędu w uniwersalnej antropologicznej regule wymiany kobiet nie otrzymają należnej części przydziału w “mięsie”. Nie dla każdego starczy, więc ci sfrustrowani będą zasilać szeregi globalnego frontu seksistów. Swoją drogą, oryginalne odwrócenie popularnej zaczepki w stronę feministek: “Chłopa im trzeba!”. Najwyraźniej według Piątka seksistom “baby trzeba”.

Radio Tok FM ostrzega, że taka wielka masa sfrustrowanych kawalerów może być niebezpieczna. I rzeczywiście, coś w tym jest. Masami sfrustrowanych młodych mężczyzn zarządza się zazwyczaj poprzez wojny i zamachy stanu.

Chłopcy się nudzą, więc z tego wszystkiego zrobią wojnę. Jak wszyscy wiedzą wojny biorą się z nudów i braku kobiet, których zwykła obecność łagodzi obyczaje. Gdy tych kobiet nagle brakuje, bum! Wojna światowa!

Otóż to: jatka. Pamięć o II wojnie światowej jest jeszcze w miarę żywa (chociaż wśród dwudziestolatków panuje już na ten temat radosna niewiedza). Pamięć o I wojnie światowej całkowicie już zblakła. Zapominamy, jaka to była bezsensowna rzeźnia. A działa się tak naprawdę tylko w Europie. Była to rzeźnia w skali europejskiej. Teraz pomnóżmy to o miliardy Chińczyków, Hindusów i Wietnamczyków razem wziętych. Pomnóżmy to o potencjał Chin i Indii – ogromnych i szybko rozwijających się gospodarek. Pomnóżmy to o potencjał, jaki te gospodarki będą miały za dwadzieścia lat. Wyobraźmy sobie te potęgi militarne, które nagle ruszają przeciwko sobie, pchając na siebie miliardowe niemal masy uzbrojonych mężczyzn. No i do tego broń jądrowa… Jednym słowem, wyobraźmy sobie wojnę chińsko-indyjską.

Próbuję, bardzo próbuję sobie wyobrazić, ale jakoś tego nie widzę. Oczywiście miernikiem wszelakiego rodzaju tragedii jest dla Piątka wojna europejska, a nie na przykład konkwista, kolonialne wojny, czy choćby bardziej konkretnie, podbój Indii przez imperium brytyjskie.

Czy autor zdaje sobie sprawę jak erotycznie napakował ten pragraf? “Potencjał ogromnych gospodarek”, “potęgi militarne”, “pchają na siebie masy mężczyzn”, “broń jądrowa”… Tomaszu… no, no, no…

Całkiem poważnie, autor nie wpadł na pomysł, że być może jego skrupulatna analiza jest heteroseksitwoska i seksitowska (sic!) do szpiku kości! Przypadkiem chyba wyszedł mu z tego erotyczny obraz wojny między rozjuszonymi samcami z nadmiarem zakumulowanej energii seksualnej. Jednak możliwość tego, że nie wszyscy mężczyźni pragną kobiet, że niektórzy mężczyźni pożądają innych mężczyzn nie przemknął nawet przez myśl bystrego pisarza. Zapewne próbowałby to wyjaśnić “trzecioświatowością” Indii i Chin… Współczesny orientalizm, którego przykładem może być omawiany felieton, przypisuje często wolność, równość i tolerancję światowi nr 1, a zacofanie, brutalny (tradycyjny) seksizm, czy prymitywną homofobię wszystkim “innym” światom i zaświatom.

Autor nie poddaje się do końca:

Jedyna nadzieja w pestycydach. Moja Hania mówi mi, że środowisko jest totalnie zatrute pestycydami, a w organizmach poddanych pestycydowemu bombardowaniu pojawia się nadmiar estrogenu. Estrogen podobno wywołuje zachowania tradycyjnie uznawane za kobiece. Być może więc miliardy sfrustrowanych młodych mężczyzn, zgrzytając zębami, zaczną robić na drutach?

Na sam koniec argument a’la Maciej Giertych: wg Giertycha estrogen z tabletek antykoncepcyjnych, który wraz z moczem trafia do kanalizacji, a potem do wód śródlądowych ma powodować feminizację samców ryb, oraz co gorsza homo sapiens! Ryzyko zapewne wzrasta po spożyciu zniewieściałych ryb. Pełna treść tego pasjonującego traktatu pseudo-naukowego tutaj, od strony 20.

Ten wątek wpisuje się już w klasyczny orientalizm w rozumieniu Edwarda Saida: niebezpieczni “Inni” muszą zostać sfeminizowani!  Od razu są mniej straszni, szczególnie jeśli wyobrazimy ich sobie robiących swetry na drutach, zamiast produkujących bomby jądrowe. Ten rodzaj orientalizmu ma długą historię, zwłaszcza jeśli chodzi o Azję. Dowiadujemy się również, że autor posiada Hanię — stajemy się tym samym świadkami niezamierzonego heretyckiego coming outu.

A tymczasem, można było potraktować sprawę bardziej poważnie i nie strzelać sobie w stopę tą imperialną retoryką udającą lewicowość. Problem femicide, czyli zabójstw kobiet ze względu na ich płeć, jest na tyle poważny, że zasługuje na porządną analizę, która nie popada w straszenie wojną chińsko-indyjską.

Tymczasem, kobiety zupełnie zniknęły z pola widzenia Piątka, tak samo jak zniknęły z demograficznych statystyk. Ich brak jest zauważalny tylko o tyle, o ile brakuje ich mężczyznom. To jest dopiero seksizm!

Sustainability doesn’t have to be sexist!

This article was first published in the Q? zine created by the Radical Queer Affinity Collective. Cyborg monkey is happily part of this collective 🙂 The article was written in response to a campaign organised by the Sustainable Campus Initiative at the Central European University in Budapest. 

The golden rule of capitalist marketing says that ‘sex sells’. Although using sexual and erotic imagery in salesmanship is as old as the idea of advertising itself, it has not died out. ‘Young entrepreneurs’ still believe that whatever they want to sell (be it beer, cars, hammers, jeans, coffins, roof tiles or, organic fertilizer), putting an image of a female body next to it will increase the chances of catching their clientele’s attention. That is why public space is literally littered with boobs and asses. Vintage sexist ads are being mocked now as an obvious example of anachronism, but the trend to make a more or less subtle ‘wink’ to customers still continues.

Ok, everybody knows what’s wrong with sex in advertising and how it objectifies women’s bodies. But what about using sex to promote a ‘good cause’? Let me give you an example of that: “Two on one? Is much more fun!” or “Turning this off turns me on!”

poster 1

Sounds familiar? Yes, these are slogans from the new SCI (Sustainable Campus Initiative) campaign that you might have noticed on the posters put in computer labs. The Sustainability is sexy campaign seeks to make CEU students aware of energy savings that they could make by turning the computer screens off in the labs and printing double-sided. But why on Mother Earth do they have to do that using sexist means?! Let me briefly review the message that comes across with the beautiful posters I am talking about. If I print double-sided will it enhance my chances of getting laid or maybe even to have a threesome? If I turn off the screen in the basement lab do I run the risk of some guy creeping up behind me because he was inexplicably “turned on”? And who knows what would happen if I were to turn the lights off (apparently it should get better)? Not to mention that all the posters are meant exclusively for a heteronormative eye.

poster 3

SCI seems to be inspired by the infamous PETA (People for Ethical Treatment of Animals) strategy that uses sexism and nudity as a cheap trick to attract attention to animal rights. Naked sexy bodies wrapped in plastic like chicken meat, models posing with animal skins, a shot of female lingerie with body hair (the slogan says: “Fur trim. Unattractive”), urging ice-creams producers to use human breast milk instead of cow milk – that’s PETA’s shock therapy. ‘Sex sells’ in its fullest!

PETA's ad 1

PETA's ad 2

PETA's ad 3

PETA's ad 4

The latest video commercial from the “Veggie Love” campaign shows barely dressed women getting down and dirty with… vegetables! So who is a target of this kind of advertising? Licking pumpkin and imitating masturbation with asparagus somehow does not convince me to go vegetarian. Don’t get me wrong, I do enjoy green porn and I know sex toys are expensive, so cheaper organic substitutes are not such a bad idea, but PETA’s ads are clearly misogynist. PETA responds to criticism by pointing out that, “since the organization is run by a woman, they could not possibly be accused of sexism.” Great logic, let us think about that for a second. Hmm, “The US is not racist, because Obama is black”. The problem is that one type of oppression is prioritized over another. Hey PETA, why not try to be more concerned with the ethical treatment of women?

Coming back to the SCI case, what is it all about? In the Proposal for a Sustainable Campus at CEU in the section 2.1.1 on education it is argued that:

The most important task during the year students spend with CEU is to make them feel that the sustainable lifestyle and habits that CEU supports and takes for granted are desirable, normal and things, habits to be taken home and inculcated into their local populations when they return to their countries, that this is ‘the way things should be done’ by civilized, socially and environmentally aware citizens.

I think that my ‘local population’ better knows how ‘things should be done’ and how to care about the environment without offending women and using them as tokens only. Unfortunately the author clearly assumes that my lifestyle (and yours too) is not sustainable enough, as the ‘local population’ of my species has to be some savage, uncivilized, non-western wasteland. Let there be dragons! The report on the sustainable campus conveniently doesn’t mention the key word here: development. ‘Sustainability’ inevitably comes in a package with ‘development’. The whole project is yet another alliance between the patriarchal system and capitalism to launch a developmental mission to civilize savage populations. Of course what is also nearly forgotten is that the idea of sustainability is linked to responsibility. The poster action and SCI’s strategy can in no way be termed ‘responsible’. By utilizing such techniques to reach a goal, SCI leaves a giant sexist footprint behind and they’d better deal with it soon, because the struggle for the environment is a serious one! If you are not creative enough to come up with something actually interesting, and if you cannot make yourself fight for a clean campus without simultaneously exploiting women, it is better to say nothing instead. Sustainability should be thought of in relation to equality.

Feminism shares the environmental concerns! While we appreciate the tremendous efforts of SCI to raise awareness about environmental issues, we certainly do not appreciate the cheap mainstream tactics of selling the message.This is a common fight, and powers should be consolidated, instead of being compromised by sexist culture. Hopefully SCI will realize that and try to change their poor strategy of drawing students’ attention to a very important cause. But maybe they need some help, so I invite you to come up with an alternative to the shameful Sustainability is sexy campaign. Anyone can think of a way to prove that green activism doesn’t have to be sexist, racist, or classist. Design a poster or leaflet, make a video or sticker, and share! Let’s turn it into a kick-ass action!

Homofobia jest uleczalna, czyli o krucjacie NARTH w Polsce

Kiedy dowiedziałam się o konferencji organizowanej na Uniwerystecie Medycznym w Poznaniu pt. Praktyczne zastosowania terapii reparatywnej: przyczyny i terapia skłonności homoseksualnych, pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy było “kto do cholery za tym stoi”? Konferencja zaplanowana na 16 września jest od jakiegoś czasu zapowiadana na portalach katolickich i konserwatywnych, a jej adresatami mają być:

– terapeuci, lekarze, psycholodzy, duszpasterze, kierownicy duchowi, spowiednicy
– studenci nauk społecznych, medycznych, poradnictwa i psychoterapii
– osoby z problemem homoseksualnym i ich rodziny – wszelkie osoby zainteresowane rzetelną informacją o możliwościach terapii skłonności homoseksualnych

Jak zwykle intuicja mnie nie zawiodła: jak się okazało gwoździem konferencyjnego programu jest dr Jospeh Nicolosi – amerykański psycholog, były przewodniczący i jeden z trzech założycieli organizacji National Association for Research & Therapy of Homosexuality (NARTH). Na swojej stronie internetowej Nicolosi przekonuje: “Nie musisz być gejem, zredukuj swoją niechcianą homoseksulaność, rozwiń swój heteroseksualny potencjał” oraz oferuje terapię reparatywną dla osób, które “nie chcą już być homoseksualne”. Sprytnie napisane… żeby nie było, że jest homofobem, ale jedynie wspiera tych, którzy szukają pomocy… Bez obaw, pomimo tej przesadnej ostrożności NARTH ma wiele wpadek, o których za chwilę. Informacja o Nicolosim jaka pojawia się na stronie NARTH mówi wiele o tym, z kim mamy do czynienia:

Dr. Joseph Nicolosi, Ph.D., director of the Thomas Aquinas Psychological Clinic and past president of NARTH, has been treating clients with unwanted same-sex attractions for over 20 years. In this interview, Dr. Nicolosi encourages teens who may be discovering SSA within themselves to resist society’s pressures to label themselves “gay,” because early self-labeling could close the door to personal growth.

Dr Joseph Nicolosi, dyrektor Kliniki Psychologicznej Thomasa Aquinasa oraz były przewodniczący NARTH od ponad 20 lat leczy klientów z niechcianymi tendencjami homoseksualnymi (NTH). W tym wywiadzie dr Nicolosi zachęca nastolatki, które mogły odkryć w sobie symptomy NTH, aby oparły się naciskom społecznym każącym im nazywać się “gejami”, ponieważ wczesne samookreślenie może zamknąć im drogę rozwoju osobistego.

Joseph Nicolosi

Nicolosi jest autorem takich książek jak:

Reparative Therapy of Male Homosexuality, 1992 (published by Jason Aronson, Inc.) [Terapia reparatywna męskiej homoseksulaności]

Healing Homosexuality, 1994 (Jason Aronson, Inc.) [Lecząc homoseksulaność]

A Parent’s Guide to Preventing Homosexuality, 2002

(Intervarsity Press) [Poradnik dla rodziców: Zapobieganie homoseksualizmowi]

Shame and Attachment Loss: The Practical Work of Reparative Therapy, 2009 (InterVarsity Press) [Wstyd i utrata przywiązania. Praktyczne zastosowanie terapii reparatywnej]

Dwie ostatnie pozycje doczekały się polskich przekładów. Wśród osób rekomendujących polskie wydanie jest polska gwiazda sceny ultrakonserwatywnej – Terlikowski,  oraz amerykańskie sławy tzw. ex-gay movement, czyli ruchu zrzeszającego osoby i organizacje starające się “wykorzenić tendencje homoseksualne ze społeczeństwa”. Najwięcej z nich to uwaga, uwaga: organizacje chrześcijańskie oraz zajmujące się psychoterapią! Chociaż NARTH odżegnuje się od chrześcijańskiego rodowodu, jest to jedynie fasadowa próba przyznania tej organizacji naukowego (więc zsekularyzowanego) charakteru. Oczywiście w publikowanych przez NARTH artykułach bardzo często przeczytamy o wadze religii, modlitwy itd. Co ciekawe, na stronie Nicolosiego w zakładce z artykułami znajdziemy rozbudowaną sekcję polskich tłumaczeń jego tekstów, a nawet wykładów wideo! Chociaż jego książki są tłumaczone m. in. na rosyjski, hiszpański czy turecki, to tłumaczenia artykułów są tylko na polski. O co tutaj chodzi?

Organizatorem poznańskiej konferencji jest Fundacja Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii, która do sądowego rejestru organizacji pozarządowych została wpisana zaledwie w maju tego roku. Fundacja na razie nie posiada strony internetowej i trudno skontaktować się z jej zarządem, ale najwyraźniej mają duże wsparcie finansowe ze strony NARTH. Na pewno przerażać może lista przedmiotu działalności nowo powstałej organizacji, gdzie obok działaności wydawniczej, czy związanej z produkcją filmów i nagrań muzycznych, można znaleźć “roboty budowlane z wznoszeniem budynków” oraz badania naukowe. Czyżby w Polsce szykowała się budowa Centrum Terapii Reparatywnej?!

Jeśli chodzi o samą terapię naprawczą, nie mam zamiaru wchodzić w szczegóły tej krzywdzącej praktyki, a cytowanie fragmentów artykułów czy wywiadów z takimi osobami  jak Nicolosi mija się z celem. (Próbowałam, ale złapałam się na tym, że każde kolejne zdanie okazywało się jeszcze bardziej absurdalne od poprzedniego). Ta “metoda terapeutyczna” polega głównie na silnych przekonaniu możliwości przemiany, wiary w zbawczą moc modlitwy oraz całkowicie błędnym posługiwaniu się teorią psychoanalityczną.

Daleko posunięta hipokryzja ruchu ex-gay przejawia się m. in. w tym, że organizacje te kreaują się na centra terapii pomagające “ofiarom homoseksualizmu”, a jednocześnie dopuszczają się ogromnych nadużyć jeśli chodzi o metody ich “terapii”. Cały dyskurs tych organizacji jest zbudowany na imitacji naukowej obiektywności oraz rzekomym “wypowiadaniu politycznie niepoprawnej prawdy”. Prezes Fundacji Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, która de facto zajmuje się organizacją koneferencji utrzymuje, że nie ma nic kontrowersyjnego w organizowaniu wydarzenia, które korzysta z prestiżu naukowego uczelni, aby promować homofobiczne praktyki terapeutyczne. Roman Dworzyński zapytany czy pseudonaukowa teoria o możliwości leczenia homoseksualizmu nie stoi w sprzeczności z dorobkiem naukowym uczelni, odpowiada:

– Nie widzę sprzeczności. To teoria naukowa jak każda inna – odpowiada Dworzyński. I rzuca: – Gdy Ludwik Pasteur mówił o istnieniu bakterii, też nikt mu nie wierzył.

Porównanie fanatycznego pseudonaukowca, który z własnej homofobii uczynił intratny biznes z Pasteurem zakrawa na farsę…

Jak widać NARTH znalazł idealne miejsce do głoszenia swoich nie tyle wątpliwych, co wręcz niedopuszczalnych tyrad na temat leczenia “homoseksualnych tendencji”. Nie wiem na ile w Polsce znane są skandale dotyczące tej organizacji podającej sie za naukowy autorytet w dziedzinie ludzkiej seksulaności, ale przytoczę kilka spraw, które wyraźnie pokażą z jak  szkodliwym zjawiskiem mamy do czynienia. Na początek proponuję odwiedzenie strony internetowej www.beyondexgay.com, która zrzesza osoby ocalałe z terapii reparatywnej, które dochodzą do siebie po tym traumatycznym doświadczeniu. Z wielu opisanych tam historii możemy dowiedzieć się między innymi o tym, że często na “leczenie” wysyłane są nastolatki i dzieci wbrew własnej woli. Co więcej, kilka ocalałych osób zeznało, że były molestowane seksualnie przez swoich terapeutów. Podczas sesji pacjentom podawane są fałszywe dane o tym jak szkodliwe jest bycie lesbijką/gejem (np. wyssane z palca statystyki, według których geje umierają średnio w wieku 40, a lesbijki 42 lat). Warto też zaznaczyć, że terapeuci NARTH i innych podobnych organizacji nie pracują charytatywnie: terapia reparatywna jest bardzo droga (podobno do całkowitego “wyleczenia” potrzebne są 2 lata spotkań 2 razy w tygodniu, gdzie jedna sesja kosztuje 140$)! Nie muszę chyba wspominać o ogromnych kosztach emocjonalnych i psychicznych wynikających z bycia poddanym/poddaną indoktrynacji i wpajaniu nienawiści do samego/samej siebie przez pseudo-terapeutów. Ich nieetyczne praktyki spotkały się z krytyką Komitetu Nadużyć w Psychiatrii (Committee on Abuse and Misuse of Psychiatry in the U.S.), działającego w ramach APA, który w 1993 roku stwierdził, że propagowana przez NARTH terapia konwersyjna jest nieetycznym nadużyciem psychiatrii, któremu należą się sankcje ze strony środowiska profesjonalistów. (“APA Official Acts, American Journal of Psychiatry”, luty 1993). 

Zazwyczaj NARTH zachowuje ostrożność, utrzymując, że oferuje terapię wyłącznie osobom, które szukają pomocy, oraz, że ich metody nie są uznawane przez APA, ponieważ ta organizacja zamyka się na dyskurs w tej sprawie pod presją środowisk LGBT. Tymczasem APA wyraźnie zaznacza, że przeciwstawia się homofobii środowisk oferujących terapię naprawczą oraz jest zaniepokojone krzywdą jaka jest wyrządzana pecjentom poddanym tej motodzie:

APA is concerned about ongoing efforts to mischaracterize homosexuality and promote the notion that sexual orientation can be changed and about the resurgence of sexual orientation change efforts (SOCE).

APA jest zaniepokojone nieustającymi staraniami błędnego definiowania homoseksualizmu (jako choroby – przyp. CM) oraz promowania przekonania, że orientacja seksualna może podlegać zmianie, a także powracającymi próbami zmiany orientacji seksualnej.

NARTH i inni samozwańczy “pionierzy alternatywnych metod” terapeutycznych mają na swoim koncie mnóstwo wpadek. Na swojej stronie NARTH udostępnia artykuł o faktach i mitach wczesnej terapii awersyjnej w leczeniu homoseksulanych tendencji (Facts and Myths on Early Aversion Techniques in the Treatment of Unwanted Homosexual Attractions). Jak łatwo się domyślić, według autorek i autorów ta metoda nie jest “aż tak zła jak się mówi”, natomiast Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne zakazało jej stosowania ze względów ideologicznych. George Alan Rekers, były doradca naukowy NARTH, został oskarżony o stosowanie terapii awersyjnej, podczas której karane są zachowania “nieodpowiednie” dla płci (np. wywyższanie się dziewczynek, lub tzw. sfeminizowane gesty u chłopców [limp wrist]), a nagradza się “odpowiednie” zachowania (np. kiedy dziewczynka bawi się lalkami, a chłopcy grają w piłkę). Rekers zasłynął także z innego skandalu: w maju 2010 roku zatrudnił męską prostytutkę do towarzystwa podczas dwutygodniowych wakacji w Europie.

Rekers zbudował swoją karierę naukową na znanym eksperymencie, jaki przeprowadził na 5-letnim chłopcu, którego rodzice skierowali na terapię po tym jak z telewizyjnego talk-show dowiedzieli się, że zachowania ich syna powinny budzić ich zaniepokojenie. W 1970 roku, kiedy to APA nadal uznawała homoseksualizm za chorobę umysłową, rodzice chłopca chcąc zapobiec temu, by ich “kobiecy” syn wyrósł na geja, skierowali go na leczenie psychiatryczne do UCLA. Tam chłopiec trafił pod opiekę młodego doktoranta, G. A. Rekersa, dla którego terapia “Kraiga” (pseudonim użyty w eksperymencie) stała się podstawą do napisania pracy doktorskiej, a w późniejszym czasie ugruntowała jego karierię akademicką (ponad 20 artykułów na temat sukcesu jego metody na przykładzie chłopca). Niestety, przypadek Kraiga, który stał się sztandarowym przykładem zmiany orientacji seksualnej we wczesnym dzieciństwie i miał być triumfem terapii reparatywnej, okazał się nie tylko wielkim kłamstwem, ale też okrutnym w skutkach eksperymentem. Kirk (prawdziwe imię “Kraiga”) był gejem, lecz nie mogąc poradzić sobie ze skutkami terapii popełnił samobójstwo w 2003 roku. Warto zauważyć, że Joseph Nicolosi w swoim Poradniku dla rodziców podaje przypadek Kraiga jako dowód na to, że możliwa jest pomyślna zmiana czyjejś orientacji seksualnej i cytuje pracę Rekersa ponad 20 razy. Absurdalną terapię zastosowaną w przypadku chłopca można porównać do metody Pavlova. Matka Kirka wspomina fragment procesu terapeutycznego:

Kiedy Kirk zrobił coś złego, albo bawił się lalką zamiast pociągu lub samochodu, dostawał czerwony żeton. Jeśli podniósł helikopter albo samolot lub zrobił coś “jak chłopiec”, wtedy dostawał niebieski żeton. Pod koniec dnia rozdzielałam czerwone żetony od niebieskich. Wtedy w zależności od tego ile było niebieskich żetonów, powiedzili mi  żebym dała mu cukierka  M&M za każdy niebieski jako narodę. Kazali mi też wszystko to zapisywać.

Kirk Murphy w wieku 4 lat

Później system nagród został “wzbogacony” o kary cielesne wymiarzane za niewłaściwe zachowanie nie tylko Kirka, ale też jego brata Marka. Całą tragiczną historię chłopca opowiedzianą przez jego bliskich oraz wiele materiałów źródłowych dotyczących tej sprawy można znaleźć tutaj. CNN wyprodukował też film (dostępny w całości na YouTube) o fatalnym eksperymencie:

Więcej informacji o szkodliwości i absurdzie terapii reparatywnej można znaleźć m. in. na stronie www.truthwinsout.org.

Jeśli jesteś w Poznaniu 16 września, koniecznie przyjdź zaprotestować przeciwko konferencji na temat leczenia homoseksualizmu na Uniwersytecie Medycznym! Wydarzenie na FB: http://www.facebook.com/event.php?eid=144234505668153 Proponuję też bliższe przyjrzenie się Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii organizującej konferencję. Według krajowego rejestru sądowego organem sprawującym nadzór nad tą organizacją jest Minister Zdrowia. Czas przed wyborami jest idealny na wystosowanie apelu do Ministra Zdrowia w sprawie tej organizacji. Homofobia da się leczyć!