Rewolucja po sąsiedzku

Na Węgrzech w końcu wrze. Zaraz po Nowym Roku blisko sto tysięcy osób protestowało przed gmachem Opery Narodowej w Budapeszcie przeciwko nowej węgieskiej konstytucji, a raczej “ustawie fundującej” nowe Węgry, jak odnoszą się do niej jej twórcy. W czasie kiedy ogromny tłum zajmował dużą część bulwaru Andrassy, bal w operze za blisko 40 000 EUR fetował wprowadzenie w życie jednej z najbardziej konserwatywnych konstytucji w Europie. Sytaucja polityczna na Węgrzech jest napięta już od dawna. Rządząca partia Fidesz ma miażdżącą większość 2/3 miejsc w parlamencie, co daje jej możliwość wprowadzania zmian w systemie prawnym na niespotykaną skalę. Co gorsza, Fidesz z premierem Viktorem Orbanem na czele  korzysta z tego przywileju w stopniu maksymalnym.

Wydaje się, że międzynarodowe media całkiem niedawno dostrzegły ferment w tym zaledwie 10-milionowym kraju. Co więcej, większość relacji  skupia się na zmianach ekonomicznych, kreśląc obraz dziwacznej krainy na Dunajem, której nikczemny “Viktator” postradał zmysły wprowadzając najwyższą daninę w okolicy (27% podatek VAT), skazując swoich przeciwników na banicję (uznanie opozycyjnej partii socjalistycznej za organizację kryminalną), a posłańców złych wieści wtrącając do lochów (wprowadzenie pełnej kontroli mediów). Poprzez skupianie się jedynie na wąsko rozumianym ekonomicznym aspekcie zmian wprowadzanych przez rząd Orbana, pomijana jest ogromna sfera szkód jakie niespełna 1,5 roku konserwatywnych rządów poczyniło w kwestiach dotyczących polityki społecznej. Na obecną sytuację złożyło się wiele oburzających decyzji. Odnoszę wrażenie, że Węgrzy byli do tej pory portretowani jako bierni widzowie tego prawicowego spektaklu rozmotowywania demokracji. W rozmowie z kilkorgiem Polaków odwiedzających Budapeszt, usłyszałam, że Węgrzy są bierni politycznie i sami sobie zasłużyli na taką sytuację.Tymczasem w Budapeszcie od ponad roku protesty i demonstracje to prawie codzienność.

Wiele wcześniejszych wydarzeń zapowiadało taki obrót sytuacji na Węgrzech. Jedną z pierwszych zmian wprowadzonych przez nowy rząd w 2010 roku była całkowita reforma systemu wyborczego. Ta “rewolucja przy urnach” zapewnia przewagę Fideszowi. Chociaż partia stara się odżegnywać od swoich niedawnych sojuszników ze skrajno-prawicowego ugrupowania Jobbik, to ultrakonserwatyści czują się na Węgrzech bezkarni. W marcu 2010 roku ekstremiści z organizacji Magyar Garda (neo-faszystowska bojówka związana z Jobbik) oraz paramilitarna grupa Véderő okupowali wioskę Gyöngyöspata. Neo-naziści w pełnym umundurowaniu patrolowali wioskę by terroryzować jej romskich mieszkańców. Przez ponad 2 miesiące napięta sytuacja była pogarszana przez działania policji oraz polityków. Jedynie aktywistki i aktywiści z węgierskich organizacji pozarządowych i ruchów anarchistycznych pojechali na miejsce, żeby pomóc Romom w obronie przed neonazistami, a także przywieźć żywność odciętym od reszty świata mieszkańcom. Oficjalne działania policji ograniczyły się do ewakuacji kobiet i dzieci z Gyöngyöspaty, a nieliczne aresztowania nastąpiły dopiero po bezpośredniej konfrontacji obu grup. Jawny rasizm i ksenofobia w tej i podobnych sprawach nigdy nie doczekały się potępienia ze strony rządzących, stanowiąc niejako przyzwolenie na takie demonstrowanie nienawiści. Dodam tylko, że wszystko działo się podczas węgierskiej prezydencji w Unii Europejskiej, czyniącej integrację Romów jednym z priorytetów programu.

W czerwcu 2011 roku 550 pracowników mediów publicznych straciło pracę w wyniku czystek związanych z wprowadzeniem nowego prawa dotyczącego mediów. Fidesz sprawuje ścisłą kontrolę nad mediami poprzez przymusową konsultację przez Radę Mediów każdego przekazu. Rada składa się wyłącznie z lojalnych wobec Fideszu członków nominowanych przez premiera na 9-letnią kadencję. Ten kaganiec praktycznie blokuje wszelkie krytyczne wobec rządu analizy w mediach publicznych.

23 października to rocznica rewolucji 1956, która do tej pory była nacjonalistyczną manifestacją skrajnej prawicy. Tym razem zamieniła się w gigantyczny protest setek tysięcy “oburzonych” rządami Fideszu. Po wcześniejszych protestach w marcu organizacja Jeden Milion Dla Wolności Prasy na Węgrzech zorganizowała ogromną akcję obywatelskiego nieposłuszeństwa pod hasłem “Nem tetszik a rendszer” (Nie lubię systemu). Ich protest song ma prawie 10 tysięcy “lików” na youtube, a w rankingach popularności tuż przed protestem wyprzedzał Lady Gagę.

Następnie w listopadzie parlament przegłosował nowe prawo dotyczące robót publicznych. Bezrobotni mają odtąd prawo do zasiłku tylko przez 3 miesiące, a następnie aby je zachować muszą wykonywać prace publiczne za stawkę poniżej minimum (290EU/415USD na miesiąc). Jeśli odmówią, stracą wszelkie świadczenia socjalne (również zasiłki dla dzieci). Orban powiedział wtedy, że “Na Węgrzech tamy są budowane, kanały czyszczone i zbiorniki budowane nie przy pomocy technologii XXI wieku, ale dzięki robotom publicznym.”

W nocy z 1 na 2 grudnia na ulicach Budapesztu odbyło się 10 manifestacji przeciwko nowemu prawu krymilizującemu bezdomność. Kara więzienia lub równowartość 600$ kary za bezdomność to nowy sposób rządu Orbana na “oczyszczenie” miasta. W akcie solidarności z bezdomnymi aktywistki i aktywiści spędzili noc na ulicach, rozdawali ciepłe posiłki i ubrania. To była zimna noc.

Nowa konstytucja to tylko zwieńczenie wielu zmian politycznych wprowadzonych podczas rządów Fideszu. Nie wymieniłam ich wszystkich, ale warto jeszcze wspomnieć o tym, że system sądowniczy jest całkowicie podporządkowany partii Orbana, a większość 2/3 wymagana do zmiany jakichkolwiek ustaw i praw powoduje, że trudno będzie odkręcić te szkody nawet jeśli ultraprawicowy rząd zostanie obalony. Konstytucja powołująca się w preambule na “Naród, Religię i Rodzinę” jest ostatecznym gwoździem do trumny węgierskiej demokracji. Za jednym zamachem wprowadza ochronę zarodka od poczęcia, definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, i wykreśla orientację seksualną jako chronioną przed dyskryminacją. Nikt nie wie jak i kiedy te zmiany konstytucyjne wpłyną na prawa dotyczące tych kwestii — Węgry nadal uznają związki partnerskie i prawo kohabitacji również dla par jednopłciowych, a także prawo do aborcji. Dzięki kolejnej ustawie “rodzina” (oczywiście heteroseksualna) stała się na Węgrzech bytem chronionym. Drakońskie prawa, granie na nacjonalistyczno-ksenofobicznych sentymentach oraz populistyczna polityka to doskonały przepis na dyktaturę w samym środku Europy. Jednak ten autorytarny gulasz to nie tylko węgierska specjalność. Wystarczy wspomnieć włoską politykę antyimigrancką, czy deportacje Romów z Francji, a nie tak dawno w Polsce byliśmy o krok od wprowadzenia podobnych zmian w konstytucji! Chociaż niektórzy chcieliby widzieć w Warszawie nowy Budapeszt, to nie zapominajmy, że w Europarlamencie to PO jest sojusznikiem Fideszu we wspólnej frakcji.

Jak widać, Orban ciężko zapracował na obecny polityczny impas. Jednak reprymendy zza granicy docierają do Budapesztu w głównie w sytuacjach kiedy słaby forint wpływa na kurs euro. To samo dotyczu polskich mediów komentujących głównie spadek forinta.Tymczasem represje wobec mniejszości etnicznych i seksualnych, dziennikarek/dziennikarzy, aktywistek/aktywistów, osób bezdomnych i wszystkich niewygodnych dla autorytarnego systemu nie wywoływały do tej pory większej reakcji międzynarodowej opinii publicznej. Absurd politycznej rzeczywistości, w której każdy nowy dzień oznacza nowe (czyt. dyskryminujące) prawo, daje się we znaki wielu aktywistom.Węgierski ruch obywatelski nie wykazuje symptomów “niedojrzałości do demokracji” lub “syndromu transformacji” — systematyczne akcje protestacyjne stały się w Budapeszcie niemal codziennością. Mam nadzieję, że to znak na to, że dni rządu Orbana są policzone.

________________________________________________________________________

UPDATE

(kliknięcie CC uruchamia angielskie napisy)

“Złap mnie, jeśli potrafisz”, czyli warszawski spleen

Wiem, że nad spotami reklamowymi znęcać się zbyt łatwo, a na rozpisywanie się nad tymi promującymi miasta/państwa/regiony nie warto nawet zdzierać sobie klawiatury. Jednak najnowszy filmik promujący EURO 2012 wyznacza nowe standardy nudziarstwa i żenady.

Fabuła spotu z opisu youtube:

Warszawski poranek. Z hotelu na poranny jogging wychodzi obcokrajowiec. Gdy zastanawia się, w którym kierunku się udać widzi uśmiech mijającej go w biegu blondynki. Dziewczyna ogląda się, a on już wie, w którą stronę za chwilę pobiegnie. W ten sposób rozpoczyna się spot promujący Warszawę jako miasto aktywne, dynamiczne – miasto, w którym można się zakochać. Swobodny, poranny bieg wkrótce przeradza się w wyścig z elementami parkour – widowiskowego poruszania się w przestrzeni miasta. Śledząc pogoń widzimy bohaterów odwiedzających najbardziej atrakcyjne i widowiskowe miejsca stolicy. Bohaterowie poruszają się prawami filmowej logiki, a pogoń jest pretekstem do pokazania głównego bohatera spotu jakim jest Warszawa z jej różnorodną – sportową i kulturalną ofertą, ze Stadionem Narodowym i miejscami związanymi z Fryderykiem Chopinem na czele.

Producentem spotu jest firma TPS, Telewizyjne Profesjonalne Studio Sp. z o.o., wyłoniona w ramach przetargu przeprowadzonego w oparciu o cenę i rozrysowany na sceny scenariusz. Reżyserem jest Mariusz Palej, twórca filmów reklamowych i wideoklipów muzycznych.

Hmm… a ja widzę to raczej tak: Trzyminutową kompromitację rozpoczyna oczywiście widok na jedyny most w stolicy (Most Świętokrzyski) o świcie. Migawki kilku innych warszawskich budynków i krajobrazów tylko po to, żeby poznać główną bohaterkę spotu — krasnolicą, blondwłosą joggerkę w polskich barwach narodowych. Biegnie tak sobie przez miasto syrenki (czyżby symboliczna identyfikacja) i jest pozdrawiana przez miejscowych restauratorów, którzy są na pewno przygotowani na przyjęcie gości/kibiców. Przebiegając obok hotelu, zarzuca falującymi blond włosami i “kusi” pana obcokrajowca swoimi słowiańskimi wdziękami. Ten następnie rzuca się za nią w pogoń. Wygląda to bardziej jak pogoń gwałciciela za ofiarą, niż flirt. Nieudolne są również efekty specjalne — coś pomiędzy filmem akcji klasy F a reklamą dezodorantu.

Dziewczyna zawsze pokazana w slow motion, a jak! Każdy może podziwiać jej wdzięki! Gwałciciel goni ją w stylu parkour, “przypadkiem” odwiedzając najważniejsze miejsca stolicy. Falliczne budynki strzelają w niebo, dzieci na stadionie, wesołe stado kibiców gratuluje gwałcicielowi wytrwałości, mała przerwa na Chopina, znów dzieci, Żydzi wychodzą z synagogi (= tolerancja), i w finale stadion i uśmiech! Jednak obcokrajowiec śpieszy się na ważne spotkanie i musi odpuścić niedoścignionej Polce. Cóż za zdziwienie, kiedy jego partnerem biznesowym okazuje się być jego poranna niedoszła ofiara. Warszawa: miasto spotkań, doznań, miłości, Chopina i biznesu!

Wszystko skrojone na miarę widza płci męskiej, czyli zamierzonego odbiorcy spotu o bieganinie po boisku za niemałe pieniądze. Z perspektywy męskiego-heteryckiego-oka dziewczyna zawsze będzie “prowokować”, “uwodzić”. Każdy jej uśmiech jest zachętą, każdy falujący włos (jak z reklamy szamponu) zaproszeniem, a im szybciej biegnie, tym bardziej chce być goniona. Jest wszystko czego kibicom potrzeba: dynamiczna akcja, ostra muzyka, piękna Polka, efekty (niezaspecjalne), Chopin!, lot nad Wisłą…ufff…

Motyw flirtu w tego typu spotach promocyjnych jest powszechny, o ile nie obowiązkowy (pisałam o tym tutaj). Chyba jednak żaden kraj nie zdecydował się dotychczas na motyw gwałtu! Polska innowacyjność i pomysłowość daje o sobie znać…

UK riots. A fight without a cause?

A lot has been written about what happened recently in London and other UK cities.  A perfect opportunity for social scientists, sociologists, philosophers, anthropologists, political commentators and other intellectuals craving for some social disorder. Finally! Something to analyze – angry mob turns the streets of London into a battlefield. Intellectuals can now feed their desire to find the answers. So who are those people who riot: an angry mob, Baudrillardian silent majorities, or the multitude that Negri and Hardt write about?

Sadly, so far I find almost none of the understandings of London’s riots a satisfactory explanation for what happened. Please, don’t get me wrong, I know there is no such thing as one golden rule to understand social movements. But when people decide to go out to the streets is the only way to talk about in terms of the theories of mobile vulgus and solutions of ‘crowd psychology’? I will not try to explain anything here, but rather pose some questions and criticize the coverage of these events in mass-media. Is the image of burning London we are being served the accurate one? Is it simply a case of ‘a generation who don’t respect their parents or the police’?

My first major disappointment: international media claim that the outburst of violence has something to do with immigrants. Police shots a black man, then a demonstration against police violence takes place in a poor district of London and ‘suddenly’ (sic!) something goes out of control – all the pieces go together. Black man, shooting, bad neighborhood – voila! Immigrants! Nothing works better than a classic scapegoating strategy. You can use it whenever you want to, let it be riots in the UK, or tragedy in Norway, the first thing that comes to your mind when you’re a journalist is obviously an angry Muslim immigrant who fails to understand the rules of ‘our’ western, civilized and well-organized society. What had to be these commentators’ surprise when they discovered the crowd to consist mainly from white Brits. Not big actually, because once the close-up picture of an angry mob was clearer, those ‘brutal youngsters’ had to be classified as well.

Next step: comparisons. Who are those people in the streets of London? They are burning cars – Paris! Is this a repeat from Paris 2005? Some are pointing at the failure of diversity policies and lack of integration in certain communities both in France and Britain, but that’s just another point in the long list of multi-culti paradigm’s sins. What about Spain? According to many commentators, British urban fighters have nothing in common with Spanish young revolutionists, because the latter were rather peaceful, educated people who found themselves in a need to protest because of how they were affected by the global economic crisis. In this view, British youth haven’t even noticed the global financial crisis… So maybe they were more like protesters in Greece? Greeks were at least violent too. However, the so-called ‘500 Euro generation’ organized against the budget cuts. But a link between these three social events in Europe passes nearly unnoticed. Are British young people so desperate without any reason? Economic crisis affects them too. Finally, the comparison with the Arab Spring: they say that ‘the Tottenham summer’ has nothing to do with completely legitimized and strangely ‘dignified’ revolution in North Africa. Even, Zygmunt Bauman, a famous philosopher notes that:

These are not hunger or bread riots. These are riots of defective and disqualified consumers.”

 

The conclusion is that you have to be starving to start a protest that will be fully legitimized, otherwise for the public opinion (or those who create it) you’re just a spoiled brad out of control.

So now it’s time for the ultimate question: why? What pushed people to organize spontaneously, without any leader, to fight back, to take over the power? Here is where problems start: rebellious British youth seems not to have any agenda as a possible political movement, nor any demands as those who ‘terrorize London’. The fact that the riots were not centralized, but rather dispersed and seemed not to have a classically understood representation, made it become classified as irrational, brutal masses of uneducated losers of the liberal-capitalist game. Angry mob with no reason! Young people with no future, no perspectives, looters, criminals, bandits, lost generation, spoiled consumers that wanted another pair of jeans – just some of the labels for the participants of UK riots.

Let me focus on one particular label given to the rioters: ‘smartphone generation’. Blaming technology is another argument from the set of neoliberal explanations to inflammatory nature of social misbehavior. How to otherwise explain the crowd’s amazing mobility and organizational power? One can read in The Guardian:

Steve Kavanagh, the deputy assistant commissioner of the Metropolitan police, said that “really inflamatory, inaccurate” messages on Twitter were mainly to blame for the disorder. “Social media and other methods have been used to organise these levels of greed and criminality,” he said at a press conference on Monday afternoon.

According to some, social networking websites showed their ‘dark side’ in what happened in London and other UK cities. I would say that the power of organizing people politically to that extent shows rather the brighter, more material and not-so-virtual side of social networking. Or maybe just shows the way people learn to use new technologies for political action, regardless its commercial nature. Another thing is the infamous Blackberry case:

Unlike text messaging or Twitter, BBM is a free, private social network where almost all messages are encrypted when they leave the sender’s phone – meaning that many messages are untraceable by the authorities.

Again, prove me wrong, but nobody seemed to notice any connection with the use of encrypted massaging system by the rioters and the fact that just recently Britain undergone the phone hacking scandal!

 

I actually found some pieces of valuable (in my eyes) analysis of the ‘strange upraising’. For example, pointing to the context that is easily ignored:

Britain, one of the world’s major economies, has a bigger gap between rich and poor than more than three-quarters of other Organisation for Economic Cooperation and Development (OECD) countries, according to a 2008 report. Charities in Britain say that inequality is most keenly felt in London.

And from the Guardian:

Those condemning the events of the past couple of nights in north London and elsewhere would do well to take a step back and consider the bigger picture: a country in which the richest 10% are now 100 times better off than the poorest, where consumerism predicated on personal debt has been pushed for years as the solution to a faltering economy, and where, according to the OECD, social mobility is worse than any other developed country.

On rare occasions, some journalists actually bother to ask the participants for their causes:

“”They call it looting and criminality. It’s not that. There’s a real hatred against the system,” he added, listing what he saw as the police prejudice, discrimination and lack of opportunity that led him and his friends to loot shops, torch bins and hurl missiles at police Monday.

“There’s two worlds in this borough. More and more middle classes are coming and we’re being pushed out. The shops are pricing stuff like it’s the West End, we can’t afford the rents. We’re the outcasts, we’re not wanted any more.

“There’s nothing for us.”

“Everyone’s heard about the police taking bribes, the members of parliament stealing thousands with their expenses. They set the example. It’s time to loot,” the youth said.”

According to me, the best piece comes from a blogger:

Riots are about power, and they are about catharsis. They are not about poor parenting, or youth services being cut, or any of the other snap explanations that media pundits have been trotting out: structural inequalities, as a friend of mine remarked today, are not solved by a few pool tables. People riot because it makes them feel powerful, even if only for a night. People riot because they have spent their whole lives being told that they are good for nothing, and they realise that together they can do anything – literally, anything at all. People to whom respect has never been shown riot because they feel they have little reason to show respect themselves, and it spreads like fire on a warm summer night. And now people have lost their homes, and the country is tearing itself apart.

Last but not least, I would like to share parts of a very interesting article for one particular reason – it will allow me to interweave a bit of posthumanist thought into this discussion. Max Hastings in the Daily Mail tries to show how British liberal system led to the uprising of irresponsible, uneducated and amoral generation. His accusations of the welfare state are just another right-wing wining. A reader might expect to come across: blaming the crumbling family structure, single motherhood, no role models for the young and their probably innate lack of a moral compass. However, taking aside this part of the article, what interests me the most is the use of animal metaphors to describe the rioters:

They are essentially wild beasts. I use that phrase advisedly, because it seems appropriate to young people bereft of the discipline that might make them employable; of the conscience that distinguishes between right and wrong.

They respond only to instinctive animal impulses — to eat and drink, have sex, seize or destroy the accessible property of others.

Their behaviour on the streets resembled that of the polar bear which attacked a Norwegian tourist camp last week. They were doing what came naturally and, unlike the bear, no one even shot them for it.

According to Hastings, these ‘feral children’ have no aspirations and the only reason why they came out to the streets was to have some fun.

Only education — together with politicians, judges, policemen and teachers with the courage to force feral humans to obey rules the rest of us have accepted all our lives — can provide a way forward and a way out for these people. They are products of a culture which gives them so much unconditionally that they are let off learning how to become human beings. My dogs are better behaved and subscribe to a higher code of values than the young rioters of Tottenham, Hackney, Clapham and Birmingham.

Author inscribed excellently into a pattern of animalizing the Others. Hastings’ tone and his line of argumentation makes me think of an experimental behaviour-modification treatment called the Ludovico Technique from the dystopian Clockwork Orange. Bestial youngsters are categorized as nonhumans. Erroneous cultural code (liberalism = too much freedom) led to a bestial degeneration of the young, who in Hastings’ eyes cease to be human. He discovers inhumanity in the mute mob of rioters (they do not give any explanation to their ‘uncivilized’ behavior) and therefore resemble enftnts sauvages for him. Strangely enough, this bestialization of UK rioters shows the working of what Giorgio Agamben calls the ‘anthropological machine’ in its modern version:

If, in the machine of the moderns, the outside is produced through the exclusion of an inside and the inhuman produced by animalizing the human, here the inside is obtained through the inclusion of an outside, and the non-man is produced by the humanization of an animal: the man-ape, the enfimt sauvage or Homo ferus, but also and above all the slave, the barbarian, and the foreigner, as figures of an animal in human form.[1]

From myself I would like to add that mobbing is actually a common behavior among non-human animals, especially birds. Animals usually mob a predator when they feel endangered. By collectively attacking it, animals of one species cooperate to protect themselves. So maybe Hastings should take into account a broader context of what animal behavior actually means.

I have endless doubts about the image of the riots that was presented in the media. Yes, London and other cities faced mass looting and destruction of public property. Yes, there were victims. However, one should not ignore the socio-economic context of this ‘strange upraising’. Some people for sure abused the situation, but it doesn’t mean the whole thing was not political. It was political! And it’s just as if the capitalist dream turned out to be nightmare – revolutionary instincts that were supposed to be tamed from Ford’s times suddenly overcame consumption.  It all starts at the base of the society, to use Marxist terms. Power intersects with resistance and thus buries the idea of ‘frictionless capitalism’. There is a lot of friction when power shifts!


[1] Giorgio Agamben , The Open, p. 37

A bad romance in 3D or “Dance me to the end of the EU presidency”

I decided to write this post in English, because a lot has already been written about this video which promotes the Polish presidency in the EU.  Some of the “indigenous bloggers” have gracefully ripped this “masterpiece” apart.

According to the statement on the official site for the Polish presidency:

Warsaw was the scene of the premiere of Tomasz Bagiński’s 3D film promoting Poland’s Presidency of the EU Council. Dancing is the film’s leitmotiv.

Created by Tomasz Bagiński and the Platige Image company, the film is based on a waltz metaphor and the transformations to which Poland is inviting Europe.

“Europe in dance”, ha? Bagiński, a Polish illustrator, whose short animation The Cathedral was nominated for an Oscar, is already an icon who is often responsible for promoting “Polishness”. He was hired to direct an animation which covered the history of Poland in 8 minutes for the Polish Pavilion at Shanghai’s EXPO 2010. Ah, what a feast for the patriarchal eye, to see absolutely no women in Polish history — instead the audience is shown a HIStory of wars, conquest, and male 3D puppets who symbolically fertilize the receptive polish land…But that’s a topic for another post.

Let’s get back to the metaphor of dance that the young sci-fi fan decided to adopt for the purpose of demonstrating how Poland envisions its role during the EU presidency.

In our movie, Europe is a beautiful, yet cold woman closed in an icy and architectonically austere space. On the surface it lacks nothing. The space is well designed, though it is a down-to-earth design. Europe in the first scenes is very beautiful, but lifeless. In a gap between the buildings there a man appears. In our film this is a symbol which represents Poland. This new character invites Europe to dance and he makes her and the surrounding architecture more vivid, and brings them to life. At the end of the film, although seemingly we leave the very same space, a wry smile tugs at the corner of Europe’s mouth, the light is much warmer and more positive, and the gap between buildings is bridged by a new building: Poland, as it may be guessed.

So what we get here is a story of a a short flirtation between good old Europe, and Poland — the chosen nation that will obviously lead the Moral (read: Catholic/Judeo-Christian) Waltz. Well, this latter partner is also experienced (see the “Animated History of Poland”) and is a perfectly suitable candidate to revive the Europe-zombie in the 21st century — so forget the outdated Greek bull story.

Why is Europe such a “beautiful, yet cold” woman? Maybe the Hungarian presidency left her unsatisfied and bored, or maybe she’s just a woman approaching menopause, who still wants to be attractive. She tries hard: she sits alone, wearing strong make-up that is supposed to hide the aging process, and she exposes her naked thigh. All these signals are an invitation for some hero to rescue her from this boredom of an “architectonically austere space”. She has achieved a lot: she’s rich, elegant, emancipated, and prosperous, but inevitably the demography dooms Europe to become one of those eccentric spinsters. Maybe she listened too much to those crazy feminists and sacrificed her family life to her career. That, as everyone knows, cannot give you happiness or the children which are in such demand in Europe’s aging societies. She seems really desperate, you can even notice a tear in her cloudy eye (a cataract already?!). She already tried a Turkish affair, maybe even went on a short holiday to Egypt, but nothing worked out.  She definitely needs some life-giving force, someone to show her the way, lead her… The wind of change in a nearby linden tree foreshadows potential salvation.

And there he is! A young blond and blue-eyed man sneaks up to Europe carefully so as not to scare her. This Pole starts to dance around the older lady and decides to grab her from behind. Well, she seems to like this coarse form of an advance. While he presents his manly attributes through something that resembles a peacock mating dance, she looks away from time to time. Of course that’s just a part of the game, and our manly Pole knows that. After a daring, deep look into Europe’s eyes, he finally manages to invite her to dance and the icy glass-and-steel-office reality starts to disintegrate in the lustful swirl of their procreation dance.  Up in the clouds passion of this heterosexual courtship culminates in … guess what… an ejaculation of many tiny dancers that look alike. A heated and excited Europe even shows her lingerie in the peak of this erotic adventure, not paying attention to the fact that the dancer has almost pushed her off levitating pieces of Brussels buildings. After the immaculate conception, she is then sent back to the ground in a godly/superhero pose awash in the rain of European stars. Please, don’t let me go further with THIS metaphor…

The short affair comes to an end (six months passed quickly), but Europe is left with a smile of satisfaction on her face. Something has changed: the light is warmer, and buildings seem to be less hostile. The emptiness has been filled (she probably conceived!) and everything is in its place. The Pole decided to keep something as a token of this short romance, so a star-shaped pendant is missing from Europe’s neck. You may say, as yet another Polish stereotype, that probably the car Europe parked behind the buildings is missing too. But don’t let yourself be fooled by that. He had no choice and as a moral guide and reformist he had to take the pentagram symbol away from this weak woman, who was probably lured into moral depravity by some multi-culti propaganda. She has let many others in to work for her, forgetting that her real lover is just around the corner. After all, he’s there to promote family values in the heart of today’s rotten European culture. Now polish culture flourishes not only on the dancer’s shirt, but also on one of the buildings behind a revived Europe with a new spark in her eye.

If you wonder how this (nec)romantic story so rich in symbols could come to minds of the animators, just have a look at the logo of Polish presidency in the EU:

Hmm… six erected arrows? A heterosexual rainbow? Growth, progress, phalli… We have a winner of “The Most Phallic Logo” contest! I’m sure this inspired them to be consistent in promoting reasonable polish values, since they “explore the space of symbols, allegories and somewhat poetic associations”. If Poland is supposed to be the future of the EU, then prepare yourselves for the most strict anti-abortion law, laws given to zygotes and taken away from women, a crusade against same-sex marriage, and other thrilling surprises that our government prepared for the EU.

I tell you, this is a bad, bad romance!

Special thanks to Sporothrix.

What makes a monkey rant in cyberspace?

Primates, and especially simians, are known for their exceptional ways of adapting to the environment they inhabit. To name just a few of their distinguishing features:

  1. shoulder joints which allow high degrees of movement in all directions;
  2. five digits on the fore and hind limbs with opposable thumbs and big toes
  3. nailson the fingers and toes (in most species);
  4. sensitive tactile pads on the ends of the digits;
  5. a trend towards a reduced snout and flattened face, attributed to a reliance on vision at the expense of olfaction (most notably in haplorrhines, and less so in strepsirrhines);
  6. a complex visual system with stereoscopic vision, high visual acuity and color vision;
  7. a brain having a well-developed cerebellum with posterior lobeand a Calcarine fissure;
  8. a large brain in comparison to body size, especially in simians;
  9. differentiation of an enlarged cerebral cortex;
Source:

  1. Pough, F. W., Janis, C. M. & Heiser, J. B. (2005) [1979]. “Characteristics of Primates”. Vertebrate Life (7th ed.). Pearson. pp. 630. ISBN 0-13-127836-3.
  2. Soligo, C., Müller, A.E. (1999). “Nails and claws in primate evolution”. Journal of Human Evolution 36 (1): 97–114. doi:10.1006/jhev.1998.0263PMID 9924135.
One can easily notice that these traits make monkeys perfect cyborg animals, that can take up the role of professional internet trolls and more importantly, make the monkey business flourish.
This particular cyborg monkey enjoys ranting about several key topics:
  • Sexism
  • Science
  • Racism
  • Homo- and transphobia
  • Capitalist system
  • “Nature” with capital N
  • Class struggle
  • Nationalism
  • Ecology
  • Technology
  • Spieciesism
  • Politics
  • Patriarchy
  • Neocolonialism
  • etc.
Please, don’t be surprised if some posts will appear in a monkey language — this primate is bilingual, so depending on what makes her rant she will choose her own way to express it. Cyborg monkey will also provide a lot of visual material (see point number 6), as she learned how to use a camera (see points 1, 2, 4, 6). You will find a proof for my last point here.  Enjoy this monkey business!

Hello world!

Welcome to WordPress.com. After you read this, you should delete and write your own post, with a new title above. Or hit Add New on the left (of the admin dashboard) to start a fresh post.

Here are some suggestions for your first post.

  1. You can find new ideas for what to blog about by reading the Daily Post.
  2. Add PressThis to your browser. It creates a new blog post for you about any interesting  page you read on the web.
  3. Make some changes to this page, and then hit preview on the right. You can alway preview any post or edit you before you share it to the world.